wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 2.

Nadszedł  czas, by Ethan opuścił Amritsar, ale było coś, co go niepokoiło, i zwołał spotkanie rodzinne, którego wynik miał strząsnąć rodziną Mirów. Arbaaz, ojciec Jayadeepa, spodziewał się, że Ethan  ogłosi im, iż wypełnił obietnicę. Był pewny, że jego syn jest już gotowy do walki w polu.
 --Uważam, że nie jest gotowy—powiedział Ethan bez ostrzeżenia, wprost.
Arbaaz uśmiechnął się łamiąc chleb.
 --W takim razie musisz zostać, mój drogi druhu. Obiecałeś, że nie wyjedziesz dopóki nie będzie gotów. Taka była umowa.
 --Wysłałem już list, czekają na mnie w domu i zamierzam dotrzymać obietnicy jaką im złożyłem. Mimo wszystko wrócę tu, możesz być pewien.
 --W takim razie nie rozumiem. Wedle naszej umowy miałeś go szkolić, aż będzie gotowy do pracy w terenie. Będziesz mnie musiał oświecić. Przez wszystkie spędzone tu lata mówiłeś, że jest jednym z najbardziej utalentowanych młodych asasynów, jakich spotkałeś. Sam widziałem, że nie brakuje mu umiejętności, a teraz w przeddzień swojego wyjazdu mówisz mi, że nie jest gotowy. Wybacz mi moją konsternację. W jakim sensie ten świetnie wyszkolony, niezwykle wprawny chłopak, którego mentor właśnie wybiera się do domu nie jest gotowy? Dlaczego?—Arbaaz z każdym słowem podnosił ton głosu. Był wyraźnie zdezorientowany. Sam szkolił swojego syna, a potem przekazał go najlepszemu nauczycielowi. Jak nie mógł być gotów? Czego mu brakowało?
 --To prawda, że chłopiec ma niesamowite zdolności i udało mi się uformować ten dar w doskonałego asasyna. Sam dużo się od niego nauczyłem, co jest jednym z powodów mojego powrotu do domu. I nie zamierzam zboczyć z tej drogi, niezależnie od tego, jak wieloma okruchami mnie oplujesz, stary druhu.—Zmieszany Arbaaz przetarł usta dłonią.
 --A więc dlaczego? Dlaczego zostawiasz nas w tym kluczowym momencie?
Ethan spojrzał na chłopca kryjącego się w cieniu matki. Momentalnie posmutniał.
 --Brakuje mu czegoś co mamy my, ty i ja. Brakuje mu instynktu zabójcy. Potrafi to zrobić i na pewno zabije, gdy będzie musiał. Być może ma coś, czego nie mamy my…
 --Chcesz powiedzieć, że mój syn jest tchórzem?—To słowo tak dobitnie uderzyło w uszy chłopca, że zebrało mu się na łzy. Nie chciał aby ojciec tak o nim myślał.
 --Na litość boską, Arbaazie! Oczywiście, że nie. To kwestia usposobienia.  Jeśli wyślesz chłopca w teren, to albo zawiedzie, albo…
 --Nie zawiodę!—Nagle do dyskusji wciął się młody asasyn.
 --To żaden wstyd. Może służyć Bractwu w inny sposób Jakże wspaniałym będzie mentorem!  Mistrzem taktyki, politykiem. Wielkim przywódcą… A ktoś musi nimi być. Tylko… nigdy.. nie będzie wojownikiem.
Arbaaz już nie wytrzymał. Jak szanował Ethana, tak miał ochotę go wyrzucić w tej chwili. Zignorował wszystkich przy stole, poza Brytyjczykiem.
 --Mój syn będzie wielkim wojownikiem, Frye. Będzie wybitnym asasynem, mentorem Indyjskiego Bractwa…-- Złość aż z niego kipiała.
 --I tak może..
 --Tylko jeśli dowiedzie swojej wartości w walce. Jako wojownik. Jako asasyn.
 -- Nie jest gotowy, Arbaazie, i przykro mi, jeśli łamie ci to serce, ale nigdy nie będzie.
 --Cóż…--powiedział Arbaaz, wstając.—Otóż, Ethanie to tylko twoje zdanie.
To była ich ostatnia rozmowa. Ethan Frye następnego dnia już był w drodze do domu. Nie wiedział, czy jeszcze kiedyś wróci do Indii.

*      *      *

Po długiej podróży statkiem z Indii, Ethan Frye stanął przed drzwiami swojego domu. Sześć długich lat, tyle go tu nie było. Nagle jego uszu dobiegł śmiech dzieci. Łzy stanęły mu w oczach, ale je powstrzymał. Bał się tej konfrontacji jak niczego innego. Tak, odważny asasyn, mentor się bał. Nie wiedział jak się zachować. Niby czekali, ale… No właśnie. Dzieci nie mają prawa go pamiętać. Zostawił je gdy miały około tygodnia. Wyjechał tuż po pogrzebie Cecily. Cecily… Jak on za nią tęsknił… Wewnętrznie marzył aby dzieci nie były do niej podobne, nie wiedział jak to zniesie. Ale w końcu musiał się przełamać.
Podszedł do drzwi i zapukał. Otwarła mu matka jego zmarłej żony. Na jego widok ucieszyła się niezmiernie i uścisnęła go z radością.
 --Jacob! Evie! Chodźcie szybko! –zawołała, gdy tylko się odsunęła.
Sześcioletnie bliźnięta przybiegły do babci, ale stanęły jak wryte na widok ojca. Słyszeli o nim wiele, ale nie wiedzieli jak reagować. Żadne z nich go nie pamiętało. Na wszelki wypadek dzieci schowały się za dotychczasową opiekunką. Ta jednak wypchnęła ich przed siebie.
Evie wyglądała zupełnie jak jej matka. Piegi na nosie, brązowe włosy  i zielone oczy. Natomiast Jacob… Mógłby przysiąc, że patrzył w odmładzające lustro. Te same rysy twarzy, brązowe oczy.. Był identyczny jak on w jego wieku. Ethanowi zaszkliły się oczy. Nie umiał powstrzymać łez. Podszedł do dzieci i klęknął przy nich. Przytulił do siebie nadal zdezorientowane i przerażone dzieci. Dopiero po chwili one również odwzajemniły ten gest. Dopiero wtedy zrozumiał, jak bardzo tęsknił. Stracił poczucie czasu w momencie, gdy się rozpłakał. Może trwali tak 5 minut, a może godzinę lub dwie. Nie wiedział. Natomiast wiedział jedno, odzyskał rodzinę. Cały wieczór spędził z dziećmi, pragnął nadrobić stracone lata. Evie i jej brat nie wiedzieli jak mają reagować na obcego przybysza podającego się za ich ojca. Po dłuższej chwili Evie zabrała głos, majtając nóżkami zwisającymi z kanapy.
 --Jacob… To chyba rzeczywiście nasz tata… Jesteś do niego podobny, wiesz? Ty też płaczesz w każdej chwili.
Jej brat momentalnie się zawstydził. Był jedynym facetem w domu, chciał być twardy. Niestety nie miał wzoru do naśladowania.
 --Evie.. Łzy nie są słabością, zrozum. Nie tylko Jacob jest do mnie podobny, ty również, ale nie z wyglądu. Może wewnętrznie jesteś taka jak ja? Tego nie wiesz, może dowiesz się z czasem. – Ethan spojrzał z czułością na swoje dzieci. Bardzo chciał być dobrym ojcem.

*      *      *


Siedział u nich w pokoju, był z nimi aż do późna. Nie potrafił się rozstać na noc. Przez prawie godzinę opowiadał im o Indiach. Słuchały tego z zapartym tchem, aż do chwili, gdy piasek zaczął pojawiać się pod powiekami. Bliźnięta usnęły oparte o jego kolana. Ułożył je w łóżkach i z wielkim bólem sam udał się na spoczynek. Kto by pomyślał, że prawie obcy mu chłopak rozbudzi w nim tak silny instynkt ojcowski?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz