Kartki w kalendarzu leciały jedna po drugiej, nawet nie
wiadomo kiedy minęły trzy lata. W przeciągu tych wielu miesięcy bliźnięta
szkoliły się w sztuce zabijania, podkradania się oraz szpiegostwa. Mimo swoich
niesamowitych osiągnięć w nauce nie przeszły do broni stalowej. Ethan nie
chciał zbyt szybko robić z dzieci morderców. Cieszył się z postępów, to fakt.
Ale uznał, że jeszcze nie czas, są za młodzi aby posiąść prawdziwą,
śmiercionośną broń. Chciał widzieć jak korzystają z lat dzieciństwa, bo tego
brakowało każdemu asasynowi- lat spędzonych na beztroskiej zabawie. Jego własny
ojciec wepchnął mu nóż w ręce gdy skończył dwanaście lat. Wtedy już był „gotowy”
pod względem fizycznym. Psychicznie dorósł do tego krótko przed osiemnastymi
urodzinami. Do tego dnia bardzo chciał odzyskać utracone lata swawoli i zabaw z
rówieśnikami. Nie mógł popełnić tego samego błędu przy Jacobie i Evie, nie
chciał. Jego dzieci miały już po piętnaście lat, prawie szesnaście. Już pora
aby dostały swoją pierwszą poważną broń. Nie miał zamiaru robić tego zbyt
szybko, ale nadmierne zwlekanie też nie było dobre. Zabrał ze swojego biurka
dwie drewniane skrzyneczki i poszedł z nimi do salonu. Zastał rodzeństwo jak
zawsze o tej porze: Evie siedzącą z nosem w jego książce oraz Jacoba leżącego
na kanapie, obracającego w palcach
drewniane ostrze, ze stosem książek obok. Nigdy nie potrafił zagonić swojego
syna do przeczytania chociażby jednej książki od początku, do końca. Nie
wiedział jak do niego dotrzeć, jak wytłumaczyć. Jego obchodziły tylko
morderstwa, cele i bronie. „Typowy chłopak w tym wieku”, pomyślał.
--Jacob, Evie—odchrząknął dosyć głośno, aby dzieci zwróciły na niego swoją uwagę.—Pozwólcie na chwilę.—Po tych słowach usiadł na kanapie kładąc przed sobą, na stoliku obie ozdobne skrzyneczki zdobione grawerami symbolu Bractwa.
--Ojcze, co to takiego?—Evie wyraźnie zaintrygowana uważnie oglądała pudełko.
--Czy to dla nas?—Jacob wyciągnął rękę po zawartość skrzyneczki, ale zaraz dostał książką po palcach. Jego siostra jak zwykle stanęła mu na drodze.
--Evie, nie bij go. To dla was, jedno dla każdego. Uznałem, że już czas na to. Bractwo uważa, że zbyt długo czekałem, ale dopiero teraz wiem, że mogę wykonać ich polecenie. Koniec z drewnianymi zabaweczkami, macie już swoje lata, jesteście gotowi aby zmienić rodzaj broni. Śmiało, otwórzcie je.—Jak zawsze pokrzepiający uśmiech ich ojca pchnął śmielszego z bliźniaków do wzięcia spraw w swoje ręce. Już po chwili Jacob trzymał w jeden dłoni metalowe kukri, a w drugim ostrze, gotowe do wpięcia w rękawicę. Jego pierwsze ukryte ostrze. Zaraz po nim do zawartości dobrała się Evie. Pierwszym, co zobaczyła było czerwone wysłanie ścianek pudełka, a dno było małą czerwoną poduszeczką z symbolem Bractwa. Na owej poduszce leżał taki sam komplet broni, co u jej brata. Jednak bardziej zainteresowała się swoim odwiecznym pragnieniem. Każde z nich posiadało już swoją rękawicę, ale pustą. Wreszcie posiadła ostrze, które idealnie wpasuje się w mechanizm. Wreszcie będzie pełnoprawną asasynką.
--Dziękuję, ojcze. To cudowna niespodzianka..—Frye’ówna miała łzy w oczach, nie spodziewała się bowiem takiego prezentu.
--Drobiazg, jutro przetestujecie po raz pierwszy swoje zabawki, co wy na to?
--Nie możemy dzisiaj?—Wielce niezadowolony okazał się jak zawsze Jacob. Gdy chodziło o broń, on był pierwszym, który chciał ją testować.
--Jutro, Jacobie. Jutro. O ile pamiętam, to na dzisiaj jesteś umówiony z Susan, nieprawdaż? I o ile mi wiadomo, to chyba jesteś spóźniony…
Młody Frye aż zdrętwiał. Rzeczywiście, zapomniał na śmierć o swojej dziewczynie. Był z nią umówiony na stacji w Crawley, przyjeżdżała do niego co tydzień z Londynu. Ach, Londyn… Ile on by dał, żeby tam mieszkać… Zerwał się z kanapy i biegiem ruszył na piętro biorąc po dwa schody na krok. Wpadł do swojego pokoju, szybko się przebrał i znów biegiem wpadł do salonu, o mało nie zostając na drzwiach. Naciągnął buty na nogi i już go nie było. Jego skleroza była istną tragedią. Pojawił się na stacji chwilę przed pociągiem. Udało się, nie był spóźniony. Już po chwili stała przed nim jego ukochana Susan. Jak zawsze pojawiła się w delikatnej sukni i z parasolką. Jej strój mocno podkreślał jej status społeczny, była młodą arystokratką. Powinien być jej wdzięczny, że zniżyła się do takiego poziomu, aby przyjechać do takiej dziury, jaką było Crawley.
--Jacob, Evie—odchrząknął dosyć głośno, aby dzieci zwróciły na niego swoją uwagę.—Pozwólcie na chwilę.—Po tych słowach usiadł na kanapie kładąc przed sobą, na stoliku obie ozdobne skrzyneczki zdobione grawerami symbolu Bractwa.
--Ojcze, co to takiego?—Evie wyraźnie zaintrygowana uważnie oglądała pudełko.
--Czy to dla nas?—Jacob wyciągnął rękę po zawartość skrzyneczki, ale zaraz dostał książką po palcach. Jego siostra jak zwykle stanęła mu na drodze.
--Evie, nie bij go. To dla was, jedno dla każdego. Uznałem, że już czas na to. Bractwo uważa, że zbyt długo czekałem, ale dopiero teraz wiem, że mogę wykonać ich polecenie. Koniec z drewnianymi zabaweczkami, macie już swoje lata, jesteście gotowi aby zmienić rodzaj broni. Śmiało, otwórzcie je.—Jak zawsze pokrzepiający uśmiech ich ojca pchnął śmielszego z bliźniaków do wzięcia spraw w swoje ręce. Już po chwili Jacob trzymał w jeden dłoni metalowe kukri, a w drugim ostrze, gotowe do wpięcia w rękawicę. Jego pierwsze ukryte ostrze. Zaraz po nim do zawartości dobrała się Evie. Pierwszym, co zobaczyła było czerwone wysłanie ścianek pudełka, a dno było małą czerwoną poduszeczką z symbolem Bractwa. Na owej poduszce leżał taki sam komplet broni, co u jej brata. Jednak bardziej zainteresowała się swoim odwiecznym pragnieniem. Każde z nich posiadało już swoją rękawicę, ale pustą. Wreszcie posiadła ostrze, które idealnie wpasuje się w mechanizm. Wreszcie będzie pełnoprawną asasynką.
--Dziękuję, ojcze. To cudowna niespodzianka..—Frye’ówna miała łzy w oczach, nie spodziewała się bowiem takiego prezentu.
--Drobiazg, jutro przetestujecie po raz pierwszy swoje zabawki, co wy na to?
--Nie możemy dzisiaj?—Wielce niezadowolony okazał się jak zawsze Jacob. Gdy chodziło o broń, on był pierwszym, który chciał ją testować.
--Jutro, Jacobie. Jutro. O ile pamiętam, to na dzisiaj jesteś umówiony z Susan, nieprawdaż? I o ile mi wiadomo, to chyba jesteś spóźniony…
Młody Frye aż zdrętwiał. Rzeczywiście, zapomniał na śmierć o swojej dziewczynie. Był z nią umówiony na stacji w Crawley, przyjeżdżała do niego co tydzień z Londynu. Ach, Londyn… Ile on by dał, żeby tam mieszkać… Zerwał się z kanapy i biegiem ruszył na piętro biorąc po dwa schody na krok. Wpadł do swojego pokoju, szybko się przebrał i znów biegiem wpadł do salonu, o mało nie zostając na drzwiach. Naciągnął buty na nogi i już go nie było. Jego skleroza była istną tragedią. Pojawił się na stacji chwilę przed pociągiem. Udało się, nie był spóźniony. Już po chwili stała przed nim jego ukochana Susan. Jak zawsze pojawiła się w delikatnej sukni i z parasolką. Jej strój mocno podkreślał jej status społeczny, była młodą arystokratką. Powinien być jej wdzięczny, że zniżyła się do takiego poziomu, aby przyjechać do takiej dziury, jaką było Crawley.
*
* *
Całe ich spotkanie przebiegłoby jak zwykle, gdyby nie to, że
Susan postanowiła zobaczyć dom swojego chłopaka. Akurat Ethan wraz z Evie
wybrali się do George’a Westhouse’a, aby Frye’ówna mogła posłuchać historii
Londyńskiego bractwa. Jacob korzystając z nieobecności starszych od siebie postanowił
wraz z Susan wznieść toast za ich udany związek. Po opróżnieniu całej butelki
obojgu urwał się film.
Obudził się rano w swoim łóżku, ale coś mu ewidentnie nie pasowało. Walcząc z zawrotami głowy spojrzał na drugą stronę łóżka i zdębiał. Nigdy nie sądził, że w tak młodym wieku wyląduje w łóżku ze swoją dziewczyną. Nie tak sobie to wyobrażał, chociażby dlatego, że chciałby coś z tego pamiętać. Nie miał pojęcia co się działo, czy jego ojciec wrócił do domu, jeśli tak, to kiedy… Czuł się jakby miał czarną dziurę we wspomnieniach. Niedługo po nim obudziła się arystokratka. Zupełnie nieprzejęta sytuacją wstała z łóżka, ubrała się i podziękowawszy za gościnę opuściła jego dom przez nikogo niezauważona. Zdecydowanie nie tak to sobie wyobrażał. Cały tydzień minął jak każdy inny, jedynie co, to młody Frye starał się ustalić co się działo. Na jego szczęście nikt nie wiedział o jego nocnej przygodzie. Gdy nadszedł czas standardowego spotkania na stacji zamiast ukochanej zastał jej służącą, która przekazała mu kopertę. W środku znalazł list:
Obudził się rano w swoim łóżku, ale coś mu ewidentnie nie pasowało. Walcząc z zawrotami głowy spojrzał na drugą stronę łóżka i zdębiał. Nigdy nie sądził, że w tak młodym wieku wyląduje w łóżku ze swoją dziewczyną. Nie tak sobie to wyobrażał, chociażby dlatego, że chciałby coś z tego pamiętać. Nie miał pojęcia co się działo, czy jego ojciec wrócił do domu, jeśli tak, to kiedy… Czuł się jakby miał czarną dziurę we wspomnieniach. Niedługo po nim obudziła się arystokratka. Zupełnie nieprzejęta sytuacją wstała z łóżka, ubrała się i podziękowawszy za gościnę opuściła jego dom przez nikogo niezauważona. Zdecydowanie nie tak to sobie wyobrażał. Cały tydzień minął jak każdy inny, jedynie co, to młody Frye starał się ustalić co się działo. Na jego szczęście nikt nie wiedział o jego nocnej przygodzie. Gdy nadszedł czas standardowego spotkania na stacji zamiast ukochanej zastał jej służącą, która przekazała mu kopertę. W środku znalazł list:
Drogi Jacobie,
Uważam, że to zaszło za daleko. Lepiej będzie jak o sobie zapomnimy i odpuścimy raz na zawsze. Nie chciałam ci łamać serca, ale nie jesteś w moim typie. Trochę obrzydza mnie twój status społeczny. Jeżeli kiedykolwiek dorobisz się swojego majątku, to daj znać. Wtedy jeszcze raz zastanowię się, czy mamy szansę. Ale na razie zapomnij.
Uważam, że to zaszło za daleko. Lepiej będzie jak o sobie zapomnimy i odpuścimy raz na zawsze. Nie chciałam ci łamać serca, ale nie jesteś w moim typie. Trochę obrzydza mnie twój status społeczny. Jeżeli kiedykolwiek dorobisz się swojego majątku, to daj znać. Wtedy jeszcze raz zastanowię się, czy mamy szansę. Ale na razie zapomnij.
Susan
Wtedy po raz pierwszy poczuł, co znaczy złamane serce.