poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 1.

   Jeśli zależy nam na pełnej historii warto zacząć od początku.. Więc na początku był wielki wybuch.. No dobra, nie tak dalekiego początku. Może od rodziców Jacoba i Evie? Chyba to dobry początek. Bliźnięta Frye pochodzą z rodu Asasynów. Wszyscy od pokoleń należeli do tego Bractwa, łącznie z ich matką - Cecily oraz ojcem - Ethanem . 9 listopada 1847 roku Ethan poniósł najboleśniejszą stratę w całym swym życiu. Jego najukochańsza żona zmarła krótko po porodzie. Jedyne, co po niej zostało, to wspomnienie oraz dwójka dzieci. Jacob oraz starsza o kilka minut Evie. Nie akceptował ich. Traktował jak zło konieczne.
 -- To wszystko ich wina! Nie chcę nawet na nie patrzeć, ona za bardzo przypomina matkę. A on… On jest jej bratem.—Ethan Frye właśnie przebywał w swoim domu, w Crawley. Tłumaczył swojej teściowej któryś raz, że nie chce znać swoich dzieci.
 --Czemu  tak ich nienawidzisz? Co ci zrobiły? – W tej chwili matka Cecily zagrodziła mu drogę do kuchennych drzwi. – Nigdzie nie idziesz. Najpierw wyjaśnisz, potem pozwolę ci iść.
 --Nie rozumiesz, że to z ich winy moja ukochana nie żyje?! One ją zabiły!
 --Nikt nie mógł tego przewidzieć! Sam jesteś sobie winny! Nikt nie kazał zaciągać jej do łóżka, tak?—teraz to ona nie wytrzymała. Wiedziała, że nie powinna była głośno wypowiadać swoich myśli, lecz było już za późno. Minął ją i wyszedł. Rano już go nie było. Na stole zastała tylko list.


 Skoro to wszystko moja wina, to teraz sama się zajmij mordercami. Nie przyłożę do tego ręki. Odebrali mi wszystko, wyjeżdżam do Indii. Mój przyjaciel pragnie abym szkolił jego syna. 
Ethan Frye


Nie wiedziała co robić. Ojciec bliźniąt emigrował szybko po pogrzebie żony, a dzieci zostały same. Kilkudniowe maluchy zdane tylko na siebie. Nie mogła ich zostawić, w końcu to jej wnuki. Postanowiła się nimi zająć. Mimo wszystko po cichu liczyła na to, że Ethan się opamięta i wróci do rodziny nim będzie za późno na naprawianie swoich błędów.
*      *     *

Ethan Frye został nauczycielem i mentorem Jaayadeepa Mira, syna Arbaaza, jego najlepszego przyjaciela. Razem wykradli diament Koh-I-Noor.  Nie obchodził go los jego dzieci aż do pewnego momentu, gdy jego serce zmiękło. Zobaczył matkę Jayadeepa i jej syna siedzących razem, opatrywała mu otarcia po treningu. Wtedy, po raz pierwszy od wyjazdu z Anglii, zebrało mu się na łzy, które wstrzymał w ostatniej chwili. Następnego dnia wrócili do treningu. Uczył go nie tylko walki, ale również działań zwiadowczych. Jednym z jego zadań było podsłuchiwanie rozmów  i przekazywanie ich mentorowi. Tego dnia też go to czekało. Brytyjczyk siedział na brzegu fontanny, zamyślony. Trzynastoletni wówczas Jayadeep wrócił z nowymi informacjami.
 --Powiedz mi, mój drogi chłopcze, czego się dowiedziałeś.—Często nazywał go „drogim chłopcem”, a hindus to lubił. Czuł się akceptowany przez mistrza.
 --Dowiedziałem się czegoś o tobie, mistrzu.
 --Usłyszałeś jakąś paplaninę, tak, synu?
 --Paplaninę, mistrzu?
 --Paplaninę, czyli plotki, a jak ci zawsze powtarzałem, plotka może być potężnym źródłem informacji.           Zrobiłeś dobrze, starając się wyciągnąć jak najwięcej informacji.
 --Nie jesteś zły?
 --Nie, Jayadeepie. Nie jestem zły. Bądź łaskaw powiedzieć mi co usłyszałeś.
 --Może ci się to nie spodobać… -- W głosie chłopaka słychać było niepewność i lekki strach.
 --Nie wątpię. Powiedz tak  czy inaczej.
 --Kobiety mówiły, że miałeś żonę w Anglii, ale umarła, rodząc dwójkę waszych dzieci.—Dla Ethana czas jakby się zatrzymał. Znów ten ból… Ale i tęsknota. Tak, on tęsknił za NIMI. Sześć długich lat…
 --To prawda, Jayadeepie.. –Westchnął. --I kiedy próbowałem patrzeć na moje dzieci, Evie i Jacoba, odkryłem, że nie potrafię. Kiedy zaproszono mnie do Indii bez zastanowienia przyjąłem zaproszenie. Można powiedzieć, że uciekłem. Uciekłem od domu w Crawley i moich dzieci, żeby oblewać się potem w słońcu wraz z tobą, Jayadeepie.
Wtedy młody adept zrozumiał jakie ma szczęście mając takich rodziców jakich miał.
 --Ale już niedługo.—Niespodziewanie mentor znów zabrał głos. – Wrócę do Anglii, do Crawley, do Jacoba i Evie. Dopilnuję, abyś przeszedł od noży drewnianych do stalowych. Upewnię się, że jesteś gotowy do walki i wtedy wrócę do domu i tam zrobię to, co powinienem był zrobić na samym początku, będę ojcem dla moich dzieci.
Chłopak jeszcze o tym nie wiedział, ale Ethan w ten sposób mu dziękował. Jego obecność przy nim obudziła w asasynie instynkt ojcowski, którego nie czuł od śmierci żony.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz