Jeśli zależy nam na
pełnej historii warto zacząć od początku.. Więc
na początku był wielki wybuch.. No dobra, nie tak dalekiego początku. Może
od rodziców Jacoba i Evie? Chyba to dobry początek. Bliźnięta Frye pochodzą z
rodu Asasynów. Wszyscy od pokoleń należeli do tego Bractwa, łącznie z ich matką
- Cecily oraz ojcem - Ethanem . 9 listopada 1847 roku Ethan poniósł
najboleśniejszą stratę w całym swym życiu. Jego najukochańsza żona zmarła
krótko po porodzie. Jedyne, co po niej zostało, to wspomnienie oraz dwójka
dzieci. Jacob oraz starsza o kilka minut Evie. Nie akceptował ich. Traktował
jak zło konieczne.
-- To wszystko ich wina! Nie chcę nawet na nie patrzeć, ona za bardzo przypomina matkę. A on… On jest jej bratem.—Ethan Frye właśnie przebywał w swoim domu, w Crawley. Tłumaczył swojej teściowej któryś raz, że nie chce znać swoich dzieci.
-- To wszystko ich wina! Nie chcę nawet na nie patrzeć, ona za bardzo przypomina matkę. A on… On jest jej bratem.—Ethan Frye właśnie przebywał w swoim domu, w Crawley. Tłumaczył swojej teściowej któryś raz, że nie chce znać swoich dzieci.
--Czemu tak ich nienawidzisz? Co ci zrobiły? – W tej
chwili matka Cecily zagrodziła mu drogę do kuchennych drzwi. – Nigdzie nie
idziesz. Najpierw wyjaśnisz, potem pozwolę ci iść.
--Nie rozumiesz, że to z ich winy moja ukochana nie żyje?! One ją zabiły!
--Nikt nie mógł tego przewidzieć! Sam jesteś sobie winny! Nikt nie kazał zaciągać jej do łóżka, tak?—teraz to ona nie wytrzymała. Wiedziała, że nie powinna była głośno wypowiadać swoich myśli, lecz było już za późno. Minął ją i wyszedł. Rano już go nie było. Na stole zastała tylko list.
--Nie rozumiesz, że to z ich winy moja ukochana nie żyje?! One ją zabiły!
--Nikt nie mógł tego przewidzieć! Sam jesteś sobie winny! Nikt nie kazał zaciągać jej do łóżka, tak?—teraz to ona nie wytrzymała. Wiedziała, że nie powinna była głośno wypowiadać swoich myśli, lecz było już za późno. Minął ją i wyszedł. Rano już go nie było. Na stole zastała tylko list.
Skoro
to wszystko moja wina, to teraz sama się zajmij mordercami. Nie przyłożę do
tego ręki. Odebrali mi wszystko, wyjeżdżam do Indii. Mój przyjaciel pragnie
abym szkolił jego syna.
Ethan Frye
Nie wiedziała co robić. Ojciec bliźniąt emigrował szybko po
pogrzebie żony, a dzieci zostały same. Kilkudniowe maluchy zdane tylko na
siebie. Nie mogła ich zostawić, w końcu to jej wnuki. Postanowiła się nimi
zająć. Mimo wszystko po cichu liczyła na to, że Ethan się opamięta i wróci do rodziny
nim będzie za późno na naprawianie swoich błędów.
* *
*
Ethan Frye został nauczycielem i mentorem Jaayadeepa Mira,
syna Arbaaza, jego najlepszego przyjaciela. Razem wykradli diament Koh-I-Noor. Nie obchodził go los jego dzieci aż do pewnego
momentu, gdy jego serce zmiękło. Zobaczył matkę Jayadeepa i jej syna siedzących
razem, opatrywała mu otarcia po treningu. Wtedy, po raz pierwszy od wyjazdu z Anglii,
zebrało mu się na łzy, które wstrzymał w ostatniej chwili. Następnego dnia
wrócili do treningu. Uczył go nie tylko walki, ale również działań
zwiadowczych. Jednym z jego zadań było podsłuchiwanie rozmów i przekazywanie ich mentorowi. Tego dnia też
go to czekało. Brytyjczyk siedział na brzegu fontanny, zamyślony. Trzynastoletni
wówczas Jayadeep wrócił z nowymi informacjami.
--Powiedz mi, mój drogi chłopcze, czego się dowiedziałeś.—Często nazywał go „drogim chłopcem”, a hindus to lubił. Czuł się akceptowany przez mistrza.
--Dowiedziałem się czegoś o tobie, mistrzu.
--Usłyszałeś jakąś paplaninę, tak, synu?
--Paplaninę, mistrzu?
--Paplaninę, czyli plotki, a jak ci zawsze powtarzałem, plotka może być potężnym źródłem informacji. Zrobiłeś dobrze, starając się wyciągnąć jak najwięcej informacji.
--Nie jesteś zły?
--Nie, Jayadeepie. Nie jestem zły. Bądź łaskaw powiedzieć mi co usłyszałeś.
--Może ci się to nie spodobać… -- W głosie chłopaka słychać było niepewność i lekki strach.
--Nie wątpię. Powiedz tak czy inaczej.
--Kobiety mówiły, że miałeś żonę w Anglii, ale umarła, rodząc dwójkę waszych dzieci.—Dla Ethana czas jakby się zatrzymał. Znów ten ból… Ale i tęsknota. Tak, on tęsknił za NIMI. Sześć długich lat…
--To prawda, Jayadeepie.. –Westchnął. --I kiedy próbowałem patrzeć na moje dzieci, Evie i Jacoba, odkryłem, że nie potrafię. Kiedy zaproszono mnie do Indii bez zastanowienia przyjąłem zaproszenie. Można powiedzieć, że uciekłem. Uciekłem od domu w Crawley i moich dzieci, żeby oblewać się potem w słońcu wraz z tobą, Jayadeepie.
Wtedy młody adept zrozumiał jakie ma szczęście mając takich rodziców jakich miał.
--Ale już niedługo.—Niespodziewanie mentor znów zabrał głos. – Wrócę do Anglii, do Crawley, do Jacoba i Evie. Dopilnuję, abyś przeszedł od noży drewnianych do stalowych. Upewnię się, że jesteś gotowy do walki i wtedy wrócę do domu i tam zrobię to, co powinienem był zrobić na samym początku, będę ojcem dla moich dzieci.
Chłopak jeszcze o tym nie wiedział, ale Ethan w ten sposób mu dziękował. Jego obecność przy nim obudziła w asasynie instynkt ojcowski, którego nie czuł od śmierci żony.
--Powiedz mi, mój drogi chłopcze, czego się dowiedziałeś.—Często nazywał go „drogim chłopcem”, a hindus to lubił. Czuł się akceptowany przez mistrza.
--Dowiedziałem się czegoś o tobie, mistrzu.
--Usłyszałeś jakąś paplaninę, tak, synu?
--Paplaninę, mistrzu?
--Paplaninę, czyli plotki, a jak ci zawsze powtarzałem, plotka może być potężnym źródłem informacji. Zrobiłeś dobrze, starając się wyciągnąć jak najwięcej informacji.
--Nie jesteś zły?
--Nie, Jayadeepie. Nie jestem zły. Bądź łaskaw powiedzieć mi co usłyszałeś.
--Może ci się to nie spodobać… -- W głosie chłopaka słychać było niepewność i lekki strach.
--Nie wątpię. Powiedz tak czy inaczej.
--Kobiety mówiły, że miałeś żonę w Anglii, ale umarła, rodząc dwójkę waszych dzieci.—Dla Ethana czas jakby się zatrzymał. Znów ten ból… Ale i tęsknota. Tak, on tęsknił za NIMI. Sześć długich lat…
--To prawda, Jayadeepie.. –Westchnął. --I kiedy próbowałem patrzeć na moje dzieci, Evie i Jacoba, odkryłem, że nie potrafię. Kiedy zaproszono mnie do Indii bez zastanowienia przyjąłem zaproszenie. Można powiedzieć, że uciekłem. Uciekłem od domu w Crawley i moich dzieci, żeby oblewać się potem w słońcu wraz z tobą, Jayadeepie.
Wtedy młody adept zrozumiał jakie ma szczęście mając takich rodziców jakich miał.
--Ale już niedługo.—Niespodziewanie mentor znów zabrał głos. – Wrócę do Anglii, do Crawley, do Jacoba i Evie. Dopilnuję, abyś przeszedł od noży drewnianych do stalowych. Upewnię się, że jesteś gotowy do walki i wtedy wrócę do domu i tam zrobię to, co powinienem był zrobić na samym początku, będę ojcem dla moich dzieci.
Chłopak jeszcze o tym nie wiedział, ale Ethan w ten sposób mu dziękował. Jego obecność przy nim obudziła w asasynie instynkt ojcowski, którego nie czuł od śmierci żony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz