Od wyjazdu Ethana z
Amritsar minęło 6 lat. Bliźnięta niedawno obchodziły swoje 12 urodziny. Dla
asasyna ten dzień przyniósł mieszane uczucia. Dwanaście lat wcześniej jego
życie straciło barwy, ale znów je odzyskało. Tego dnia został ojcem, ale też
stracił bezpowrotnie swoją ukochaną. Po tak długim czasie już tak nie bolało to
wspomnienie, ale nadal tęsknił. Gdyby nie dzieci, już pewnie by nie żył. Chcąc
połączyć się na nowo ze swoją żoną popełniłby samobójstwo. Tylko te dwa
roześmiane dzieciaki trzymały go przy życiu. Nadawały mu sens od sześciu lat,
wtedy to postanowił wrócić, zrozumiał swój błąd. Miał szczęście, że dzieci
szybko go zaakceptowały, bo gdyby tego błędu nie dało się naprawić… On sam nie
wiedział co by zrobił. Gdybanie nic tu nie
da. Postanowił skontaktować się ze swoim dawnym przyjacielem, Arbaazem
Mirem. Wysłał do Indii list zaadresowany do niego.
Drogi Arbaazie,
minęło sześć lat,
odkąd opuściłem Indie i wróciłem do domu do Anglii. Sześć lat, odkąd
rozmawialiśmy po raz ostatni, mój sdepeszęhu. O wiele za długo.
W tym czasie nauczyłem się opłakiwać stratę
mojej ukochanej żony, Cecily, i to w sposób, który sama by pochwaliła, czyli
innymi słowy, odrzuciłem swoją dawną urazę, aby zbudować więź z naszymi dziećmi,
Evie i Jacobem. Żałuję, że kiedykolwiek uważałem je za odpowiedzialne za moją stratę;
zrobiłem, co w mojej mocy, by wynagrodzić im utracone lata dzieciństwa.
To lata spędzone z twoim wyjątkowy synem, Jayadeepem, pobudziły mnie do działania i będę za to dozgonnie wdzięczny wam obu. Jayadeep popchnął mnie na ścieżkę oświecenia, która sprawiła, że przewartościowałem swój sposób myślenia. Przykro mi o tym wspominać, Arbaazie, ale to tylko umocniło moją determinację w sprawie, która poróżniła nas lata temu i która jest powodem, dla którego znów się z tobą kontaktuję.
To lata spędzone z twoim wyjątkowy synem, Jayadeepem, pobudziły mnie do działania i będę za to dozgonnie wdzięczny wam obu. Jayadeep popchnął mnie na ścieżkę oświecenia, która sprawiła, że przewartościowałem swój sposób myślenia. Przykro mi o tym wspominać, Arbaazie, ale to tylko umocniło moją determinację w sprawie, która poróżniła nas lata temu i która jest powodem, dla którego znów się z tobą kontaktuję.
Powinienem do wyjaśnić. Jako asasyni mamy
wpojoną pewną filizofię. W odróżnieniu od templariuszy, którzy dzielą
mieszkańców świata na pasterzy i owce, my widzimy miliony jasnych punktów:
inteligentne, czujące istoty, z których każda ma swój potencjał i jest zdolna
do działania w ramach większej całości.
Albo tak chcielibyśmy myśleć. Ostatnio zaczynam się nad tym zastanawiać. Czy zawsze stosujemy tą filozofię? Szkoląc młodych asasynów, wkładamy im w ręce noże, choć ledwie nauczyli się chodzić. Nauczamy wartości przekazywanych z pokolenia na pokolenie, robiąc z dziecka istotę pełną przesądów i uprzedzeń, a przede wszystkim, w naszym konkretnym przypadku, zabójcę.
To, co robimy jest słuszne. Nie odczytuj tego, proszę, jako wyrazu wątpliwości ideologicznych z mojej strony, bo nigdy nie byłem bardziej pewny, że Bractwo opowiada się za tym, co w tym świecie słuszne. Moje wątpliwości, drogi Arbaazie, dotyczą stosowania tej ideologii i to one nie pozwalają mi w nocy spać, sprawiają, że zastanawiam się czy nie zawiedliśmy naszych dzieci, lepiąc je na swój obraz i podobieństwo, podczas gdy w rzeczywistości powinniśmy uczyć je, by szły swoją własną drogą. Zastanawiam się, czy nasze przestrzeganie wartości, które wyznajemy, nie jest gołosłowne.
Z moimi dziećmi spróbowałem obrać inną drogę niż ta, którą starałem się podążać w pracy z Jayadeepem. Zamiast narzucać rozwiązania, usiłowałem dawać im narzędzia, dzięki którym będą się uczyć same.
Pochlebia mi, że obierają ten sam kierunek, co ja. Jak wiesz, aktywność asasynów w Londynie jest od dawna mocno osłabiona. Nasze Bractwo jest tu nieliczne, podczas gdy templariusze pod dowództwem swojego Wielkiego Mistrza, Crawforda Starricka, wciąż rosną w siłę; dotarła do nas informacja, że nasz przeciwnik przeniknął do elity miasta głębiej ,niż sądziliśmy. Niewątpliwie coś szykują. Coś dużego. I pewnego dnia, kiedy będą gotowi, Jacob i Evie dołączą do walczących z nimi.
Kiedy będą gotowi. Dobrze to zapamiętaj, Arbaazie. Pozwalam im, aby odnaleźli swoją własną drogę, i przestrzegam zasady, by mogli się nazywać w pełni wyszkolonymi assynami, kiedy będę wiedział, że są w pełni przygotowani do wykonywania zadań nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Robię to, wiedząc, że wszyscy jesteśmy indywidualnościami i nadajemy się do różnych rzeczy. Być może nazywamy się asasynami, ale nie każdy z nas może być zabójcą.
I tak właśnie jest z twoim synem. Rozumiem jak bolesne to musi być, bo w końcu to twój potomek. Sam jesteś wybitnym asasynem i on też ma potencjał, by nim zostać. Wiem jednak na pewno, że chociaż Jayadeep jest zręczny i utalentowany w zadawaniu śmierci, to nie ma do tego serca.
Będzie zabijał. Tak, będzie zabijał, jeśli zajdzie taka potrzeba. W obronie własnej lub tych, których kocha, zrobi to w mgnieniu oka. Ale zastanawiam się czy zrobi to w imię naszej ideologii. Czy zrobi to w imię naszego Credo?
Czy zrobi to z zimną krwią?
I dlatego piszę ten list właśnie teraz. Doszły mnie słuchy, że Jayadeep ma wykonać swoją pierwszą prawdziwą misję. Zabójstwo.
Cieszę się, że wziąłeś moje rady sprzed sześciu lat do serca i poczekałeś z jego chrztem bojowym. Mimo to, moim zadaniem, Jayadeep nie ma dostatecznej determinacji by tego dokonać. I nigdy jej nie zdobędzie.
Mówiąc wprost, jest inny niż ja i ty. Być może inny niż Jacob i Evie. Innymi słowy, posyłając go do akcji, sprowadzasz na siebie coś gorszego jak hańba, że twój syn nie potrafi pójść w twoje ślady, bo zamiast tego może się to zakończyć klęską.
Albo tak chcielibyśmy myśleć. Ostatnio zaczynam się nad tym zastanawiać. Czy zawsze stosujemy tą filozofię? Szkoląc młodych asasynów, wkładamy im w ręce noże, choć ledwie nauczyli się chodzić. Nauczamy wartości przekazywanych z pokolenia na pokolenie, robiąc z dziecka istotę pełną przesądów i uprzedzeń, a przede wszystkim, w naszym konkretnym przypadku, zabójcę.
To, co robimy jest słuszne. Nie odczytuj tego, proszę, jako wyrazu wątpliwości ideologicznych z mojej strony, bo nigdy nie byłem bardziej pewny, że Bractwo opowiada się za tym, co w tym świecie słuszne. Moje wątpliwości, drogi Arbaazie, dotyczą stosowania tej ideologii i to one nie pozwalają mi w nocy spać, sprawiają, że zastanawiam się czy nie zawiedliśmy naszych dzieci, lepiąc je na swój obraz i podobieństwo, podczas gdy w rzeczywistości powinniśmy uczyć je, by szły swoją własną drogą. Zastanawiam się, czy nasze przestrzeganie wartości, które wyznajemy, nie jest gołosłowne.
Z moimi dziećmi spróbowałem obrać inną drogę niż ta, którą starałem się podążać w pracy z Jayadeepem. Zamiast narzucać rozwiązania, usiłowałem dawać im narzędzia, dzięki którym będą się uczyć same.
Pochlebia mi, że obierają ten sam kierunek, co ja. Jak wiesz, aktywność asasynów w Londynie jest od dawna mocno osłabiona. Nasze Bractwo jest tu nieliczne, podczas gdy templariusze pod dowództwem swojego Wielkiego Mistrza, Crawforda Starricka, wciąż rosną w siłę; dotarła do nas informacja, że nasz przeciwnik przeniknął do elity miasta głębiej ,niż sądziliśmy. Niewątpliwie coś szykują. Coś dużego. I pewnego dnia, kiedy będą gotowi, Jacob i Evie dołączą do walczących z nimi.
Kiedy będą gotowi. Dobrze to zapamiętaj, Arbaazie. Pozwalam im, aby odnaleźli swoją własną drogę, i przestrzegam zasady, by mogli się nazywać w pełni wyszkolonymi assynami, kiedy będę wiedział, że są w pełni przygotowani do wykonywania zadań nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Robię to, wiedząc, że wszyscy jesteśmy indywidualnościami i nadajemy się do różnych rzeczy. Być może nazywamy się asasynami, ale nie każdy z nas może być zabójcą.
I tak właśnie jest z twoim synem. Rozumiem jak bolesne to musi być, bo w końcu to twój potomek. Sam jesteś wybitnym asasynem i on też ma potencjał, by nim zostać. Wiem jednak na pewno, że chociaż Jayadeep jest zręczny i utalentowany w zadawaniu śmierci, to nie ma do tego serca.
Będzie zabijał. Tak, będzie zabijał, jeśli zajdzie taka potrzeba. W obronie własnej lub tych, których kocha, zrobi to w mgnieniu oka. Ale zastanawiam się czy zrobi to w imię naszej ideologii. Czy zrobi to w imię naszego Credo?
Czy zrobi to z zimną krwią?
I dlatego piszę ten list właśnie teraz. Doszły mnie słuchy, że Jayadeep ma wykonać swoją pierwszą prawdziwą misję. Zabójstwo.
Cieszę się, że wziąłeś moje rady sprzed sześciu lat do serca i poczekałeś z jego chrztem bojowym. Mimo to, moim zadaniem, Jayadeep nie ma dostatecznej determinacji by tego dokonać. I nigdy jej nie zdobędzie.
Mówiąc wprost, jest inny niż ja i ty. Być może inny niż Jacob i Evie. Innymi słowy, posyłając go do akcji, sprowadzasz na siebie coś gorszego jak hańba, że twój syn nie potrafi pójść w twoje ślady, bo zamiast tego może się to zakończyć klęską.
Błagam cię, zwolnij go
z tego zadania, spójrz na niego świeżym okiem, wykorzystaj najlepsze z
niezwykłych zdolności swojego syna dla dobra Bractwa, zamiast opierać się na
tych najgorszych.
Mam nadzieję, że napiszesz mi w odpowiedzi o swojej decyzji, i modlę się, byś okazał tę samą mądrość i powściągliwość, za które już cię chwaliłem. Kiedyś mi zaufałeś, proszę cię, Arbaazie, zaufaj mi ponownie.
Mam nadzieję, że napiszesz mi w odpowiedzi o swojej decyzji, i modlę się, byś okazał tę samą mądrość i powściągliwość, za które już cię chwaliłem. Kiedyś mi zaufałeś, proszę cię, Arbaazie, zaufaj mi ponownie.
Jak zawsze twój,
Ehan Frye,
Londyn
Niestety odpowiedź była inna niż by oczekiwał. Arbaaz wysłał
swojego syna na chrzest bojowy. Gorzko tego pożałował. Niespełna miesiąc po
odpowiedzi, Ethan dostał kolejną wiadomość z Indii. Depeszę przekazał mu jego
przyjaciel z Bractwa, George Westhouse. Usiadł wygodnie w fotelu i rzucił okiem
na wiadomość. Zamarł.
Niezwłocznie przekazać Ethanowi Frye’owi: Jayadeep jest w Ciemności.